Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego. Kto rozpoczął spór i dlaczego Polska od ponad dekady nie może go zakończyć?

Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego ponownie znalazł się w centrum polskiej polityki. Spór o skład sędziowski, sposób powoływania sędziów i uznawanie orzeczeń doprowadził do kolejnego poważnego kryzysu instytucjonalnego. W ostatnich dniach października 2026 roku konflikt przeniósł się bezpośrednio do siedziby Trybunału w Warszawie.

Aby zrozumieć, dlaczego sytuacja jest tak poważna, trzeba cofnąć się do 2015 roku. To wtedy rozpoczął się spór, którego skutki odczuwalne są do dziś. Historia nie jest jednak tak prosta, jak przedstawiają ją politycy obu stron.

Czym właściwie jest Trybunał Konstytucyjny?

Trybunał Konstytucyjny to organ, którego podstawowym zadaniem jest kontrolowanie zgodności ustaw i innych aktów prawnych z Konstytucją RP. W praktyce oznacza to, że może rozstrzygać, czy przepisy uchwalane przez parlament są zgodne z najważniejszym aktem prawnym w państwie.

Trybunał składa się z 15 sędziów wybieranych przez Sejm na dziewięcioletnie kadencje. Nie jest kolejnym sądem rozpatrującym zwykłe spory między obywatelami. Jego znaczenie polega na tym, że ma stać na straży nadrzędności Konstytucji.

Dlatego spór o to, kto zasiada w Trybunale i czy jego orzeczenia są wydawane przez prawidłowo obsadzony skład, ma konsekwencje wykraczające daleko poza bieżącą walkę polityczną.

Październik 2015 roku – pierwszy ruch wykonała koalicja PO-PSL

Początek obecnego kryzysu wiąże się z decyzjami parlamentu z jesieni 2015 roku.

8 października 2015 roku Sejm, w którym większość miała koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, wybrał pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Problem polegał na terminach kończących się kadencji. Trzech sędziów miało zakończyć pracę w listopadzie 2015 roku, natomiast kadencje dwóch kolejnych kończyły się dopiero w grudniu – już po wyborach parlamentarnych i rozpoczęciu pracy nowego Sejmu.

Oznaczało to, że ustępująca większość parlamentarna dokonała wyboru również na dwa miejsca, które miały zwolnić się dopiero w czasie kadencji następnego parlamentu.

To właśnie ten ruch stał się pierwszym poważnym punktem zapalnym. Późniejszy wyrok Trybunału z 3 grudnia 2015 roku potwierdził, że wybór trzech sędziów na miejsca zwalniane w listopadzie był zgodny z Konstytucją, natomiast wybór dwóch na miejsca grudniowe – nie.

Wniosek: PO-PSL rzeczywiście dopuściła się nieprawidłowości, próbując obsadzić dwa stanowiska przed końcem kadencji urzędujących sędziów. Nie oznacza to jednak, że wszystkie pięć dokonanych przez nią wyborów było niezgodnych z prawem.

Listopad i grudzień 2015 roku – odpowiedź PiS i drugi etap kryzysu

Po wyborach parlamentarnych władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość. Nowa większość sejmowa nie ograniczyła się do zakwestionowania dwóch spornych nominacji.

25 listopada 2015 roku Sejm przyjął uchwały podważające skuteczność wcześniejszych wyborów. Następnie, 2 grudnia, wybrał pięciu kolejnych kandydatów na sędziów Trybunału.

Prezydent Andrzej Duda przyjął ślubowanie od nowych osób.

W tym miejscu pojawił się zasadniczy problem: trzy z pięciu miejsc zostały już wcześniej obsadzone zgodnie z prawem – co potwierdził później sam Trybunał. Wybierając kolejne osoby na te same miejsca, nowa większość parlamentarna stworzyła sytuację podwójnych nominacji.

3 grudnia 2015 roku Trybunał Konstytucyjny, kierowany wówczas przez Andrzeja Rzeplińskiego, orzekł, że trzy wybory dokonane przez poprzedni Sejm były zgodne z Konstytucją, a dwa pozostałe nie.

Trybunał wskazał również, że prezydent powinien przyjąć ślubowanie od prawidłowo wybranych sędziów bez zbędnej zwłoki.

Spór nie został jednak rozwiązany. Prezydent nie przyjął ślubowania od trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, a osoby wybrane później przez większość PiS rozpoczęły pracę w Trybunale.

To właśnie trzy z tych nominacji stały się podstawą określenia „sędziowie-dublerzy”.

Wniosek: PiS miało podstawy do zakwestionowania dwóch wyborów dokonanych przez poprzednią większość, ale zakwestionowało również trzy wybory, które Trybunał uznał za prawidłowe. To zasadnicza część odpowiedzialności nowej większości za pogłębienie kryzysu.

Lata 2016-2023 – zmiany w funkcjonowaniu Trybunału i spór o jego niezależność

W kolejnych latach konflikt przestał dotyczyć wyłącznie pięciu stanowisk sędziowskich.

Rząd PiS wprowadzał zmiany w przepisach regulujących pracę Trybunału, w tym zasady rozpatrywania spraw i podejmowania rozstrzygnięć. W marcu 2016 roku Trybunał uznał część tych zmian za niezgodne z Konstytucją. Rząd Beaty Szydło odmówił jednak publikacji tego orzeczenia, kwestionując prawidłowość procedury jego wydania.

Kolejnym elementem sporu była pozycja Julii Przyłębskiej, która w grudniu 2016 roku objęła funkcję prezesa Trybunału. Część prawników i sędziów kwestionowała prawidłowość procedury jej wyboru oraz później długość jej kadencji.

W 2021 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce stwierdził naruszenie prawa do sądu ustanowionego ustawą, wskazując na udział w składzie Trybunału osoby, której wybór był wadliwy.

PiS i jego zwolennicy bronili przeprowadzonych zmian, argumentując, że były one elementem reformy wymiaru sprawiedliwości. Krytycy wskazywali natomiast na osłabienie niezależności Trybunału i wpływ większości politycznej na jego skład.

Po wyborach w 2023 roku – nowy rząd, ale problem nie znika

Po wyborach parlamentarnych w 2023 roku władzę przejęła koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska. Jednym z jej deklarowanych celów było przywrócenie praworządności i naprawa instytucji wymiaru sprawiedliwości.

W marcu 2024 roku Sejm przyjął uchwałę dotyczącą usunięcia skutków kryzysu wokół Trybunału. W kolejnych miesiącach przygotowano również projekty ustaw mających zmienić sposób jego funkcjonowania.

Prezydent Andrzej Duda skierował te ustawy do kontroli Trybunału, co uniemożliwiło ich wejście w życie w proponowanej formie. W lipcu 2025 roku Trybunał uznał te rozwiązania za niezgodne z Konstytucją.

Rząd z kolei ograniczył publikowanie orzeczeń Trybunału w Dzienniku Ustaw, argumentując, że część z nich została wydana przez składy, których prawidłowość jest kwestionowana.

To doprowadziło do kolejnego problemu: instytucja, która ma rozstrzygać spory o zgodność prawa z Konstytucją, sama stała się przedmiotem sporu o legalność i legitymację.

Rok 2026 – spór o nowych sędziów i rolę prezydenta Karola Nawrockiego

W marcu 2026 roku Sejm wybrał sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Magdalenę Bentkowską, Dariusza Szostka, Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdzę i Annę Korwin-Piotrowską.

Prezydent Karol Nawrocki przyjął ślubowanie od dwóch osób: Bentkowskiej i Szostka. W przypadku pozostałych czterech nie doszło do złożenia ślubowania w jego obecności.

Kancelaria Prezydenta wskazywała na wątpliwości dotyczące procedury wyboru i argumentowała, że prezydent nie ma obowiązku automatycznego przyjmowania każdego ślubowania.

Z kolei przedstawiciele większości parlamentarnej twierdzili, że Sejm ma konstytucyjne prawo wyboru sędziów, a prezydent nie może blokować objęcia przez nich stanowisk.

9 kwietnia 2026 roku czterech sędziów złożyło ślubowanie podczas uroczystości w Sejmie, bez udziału prezydenta. Ich status został jednak zakwestionowany przez prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego, który nie dopuścił ich do orzekania.

W kolejnych miesiącach konflikt się pogłębiał. W październiku pojawiła się kolejna nominacja, a spór o to, czy ślubowanie musi odbywać się w obecności prezydenta, stał się jednym z głównych punktów konfliktu.

30 października 2026 roku – konflikt przenosi się do siedziby Trybunału

Najnowsza odsłona kryzysu rozpoczęła się 30 października.

Sędzia Anna Korwin-Piotrowska ogłosiła zawieszenie w obowiązkach prezesa Trybunału Bogdana Święczkowskiego oraz jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego na okres miesiąca. Poinformowała również, że przejmuje kierowanie pracami instytucji.

Korwin-Piotrowska argumentowała, że działania są konieczne, aby Trybunał mógł prawidłowo funkcjonować i dopuścić do orzekania sędziów wybranych przez obecny Sejm.

Święczkowski uznał zawieszenie za bezprawne. Jego stanowisko i osoby popierające dotychczasowe kierownictwo Trybunału kwestionują legalność działań Korwin-Piotrowskiej, a także status sędziów, którzy złożyli ślubowanie poza obecnością prezydenta.

W sprawę zaangażowały się również służby. Prezydent Karol Nawrocki przerwał wizytę zagraniczną i wrócił do Warszawy. Przed siedzibą Trybunału pojawili się demonstranci, a wokół budynku zwiększono obecność policji.

3 listopada: ośmioro sędziów podejmuje decyzje, ale spór o kworum trwa

3 listopada odbyło się zgromadzenie sędziów Trybunału pod przewodnictwem Anny Korwin-Piotrowskiej. Wzięło w nim udział ośmioro sędziów.

Zgromadzenie przyjęło projekt budżetu Trybunału na 2027 rok oraz wyznaczyło składy do rozpatrzenia spraw dyscyplinarnych dotyczących zawieszonych członków kierownictwa.

Najważniejszy spór dotyczy jednak kworum, czyli minimalnej liczby osób wymaganej do podejmowania ważnych decyzji.

Trybunał liczy 15 sędziów. Przepisy przewidują udział co najmniej dwóch trzecich składu. Korwin-Piotrowska uznała jednak, że w obecnej sytuacji uprawnionych do udziału jest 12 sędziów, ponieważ dwóch zostało zawieszonych, a status kolejnego jest kwestionowany. W takim ujęciu osiem osób wystarczało do osiągnięcia kworum.

Przeciwnicy tej interpretacji wskazują, że należy liczyć dwie trzecie z pełnego, piętnastoosobowego składu, co oznaczałoby konieczność obecności dziesięciu sędziów.

Właśnie dlatego legalność decyzji podjętych podczas zgromadzenia jest kwestionowana. Samo przeprowadzenie posiedzenia nie zakończyło sporu o to, kto ma prawo kierować Trybunałem i jakie decyzje są wiążące.

Kto więc rozpoczął cały konflikt?

Odpowiedź wymaga rozróżnienia dwóch etapów.

Pierwszy ruch, który uruchomił kryzys w 2015 roku, wykonała koalicja PO-PSL. Wybór pięciu sędziów na początku października, w tym dwóch na stanowiska, które miały zwolnić się dopiero po zmianie parlamentu, był niezgodny z późniejszym rozstrzygnięciem Trybunału.

PiS następnie pogłębiło kryzys. Zamiast ograniczyć się do zakwestionowania dwóch wadliwych nominacji, nowa większość podważyła wszystkie pięć wyborów i wybrała kolejne osoby również na trzy stanowiska, które – według wyroku Trybunału z grudnia 2015 roku – zostały już prawidłowo obsadzone.

Późniejsze działania kolejnych władz, spory o publikowanie orzeczeń, reformy, ślubowania i sposób kierowania instytucją doprowadziły do sytuacji, w której konflikt trwa niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę.

Nie można więc uczciwie powiedzieć, że odpowiedzialność za cały kryzys ponosi wyłącznie jedna partia. Można natomiast wskazać konkretne decyzje i ich konsekwencje: PO-PSL rozpoczęła spór nieprawidłowym wyborem dwóch sędziów, a PiS rozszerzyło go, kwestionując także trzy prawidłowe nominacje.

Dlaczego ta sprawa dotyczy zwykłych obywateli?

Spór o Trybunał nie jest wyłącznie konfliktem polityków o stanowiska.

Trybunał ma kontrolować zgodność ustaw z Konstytucją. Jeśli jego skład, niezależność i orzeczenia są kwestionowane przez najważniejsze organy państwa, pojawia się niepewność co do funkcjonowania całego systemu prawnego.

Konsekwencje mogą dotyczyć między innymi praw obywatelskich, podatków, działalności przedsiębiorstw, organizacji państwa i relacji Polski z instytucjami europejskimi.

Największym problemem jest brak wspólnego, uznawanego przez wszystkie strony rozwiązania. Każda kolejna większość parlamentarna i każdy kolejny prezydent interpretują część wydarzeń inaczej, a instytucje państwa coraz częściej pozostają w konflikcie.

Jedno jest pewne: Trybunał Konstytucyjny powinien być instytucją stojącą ponad bieżącą walką polityczną. Dopóki jednak spór o jego skład i legalność orzeczeń nie zostanie rozwiązany w sposób zgodny z Konstytucją i akceptowalny dla instytucji państwa, kryzys będzie trwał.

WieszCoJest.com – nie pytamy, która partia ma rację. Sprawdzamy, co wydarzyło się naprawdę.

2Late's avatar

By 2Late

Dodaj komentarz